Po co kupować, jak można uruchomić własne ręce? Może będzie mniej doskonałe, ale zrobione z sercem...

sobota, 25 sierpnia 2012

Tort

Tym razem nie do końca recykling, ale... małe koszty przyjemnosci ;)

Nauczyłam się, że nie ważna jest cena, a pamięć... Stąd, gdy usłyszałam, że chrześniaczka męża nie wyprawia hucznej 18-tki, postanowiłam zrobić dla niej choć domowy torcik i zawieźć w ramach niespodzianki.
Torcik głównie z tego co było w domu, bo to "gorszy" miesiąc :)
Biszkopt kupny (w naszym piekarniku z nieszczelnymi drzwiczkami by się nie udał), ale kremy - na trzech warstwach śmietanka kremówka połączona z galaretkami (połowa wody z przepisu) - agrestową, truskawkową  (na wierzchu z odrobiną dżemu jagodowego) oraz budyń też z łyżką żelatyny, na wierzchu do ozdoby groszki czekoladowe i małe beziki zamiast ozdób ze szprycy...
Biszkopt nasączony herbatką owocową, można wodą z cytryną i cukrem. Nie za słodki, żadnych ulepszaczy, olejków aromatycznych - ot, po domowemu.
Świeczki też w domu były, bo na ogół się kupuje na różne urodzinki, a potem i tak wtyka te małe w liczbie lat :)

Koszty? Tyle co za:
- biszkopt trójwarstwowy ok 7-9 zł

Reszta z tego co znalezione w domu:
- litr kremówki ok 11 zł (gdyby nie było, zrobiłabym tylko budyniowe masy)
- dwie galaretki, żelatyna, budyń plus mleko do budyniu - razem ok 7 zł - można samemu zrobić budyń z mleka i mąki ziemniaczanej, tak samo galaretki z soków i żelatyny
- słodycze do ozdoby - ok 5 zł
Razem około 32 zł jeśli kupować wszystko...

W sklepie torcik o połowę mniejszy kosztuje ok 35 zł. I czasem czuć za bardzo aromaty...


Na zdjęciach tuż przed wyjazdem.



poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Kocie wędrówki

Najnowszy kotek klamkowy - z kawałka "dżinsu" i koszuli w kratę. Przytulony już przez 11-letnią  kocią wielbicielkę Justysię, na której cześć zresztą został oznakowany :)










Młodsza Nadia dostała skrawkowego Skrawka :)

Żeby tak prawdziwe chciały się rozchodzić jak ciepłe bułeczki po nowych domach... to schroniska by świeciły wreszcie pustkami.
Dziewczynki mają i żywe koty w domu, i pewnie zmieściłyby więcej w serduchu. No cóż - te dwa karmią się tylko ciepłem dziecięcego ciała :)

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Plama, plama, co za pech!

W czasach przedmaszynowych borykałam się z problemem niespieralnych plam, zwłaszcza na dziecięcych ubrankach. Teraz na takie miejsce naszywam aplikację :)
W tym wypadku misie wycięte z dawnej poszewki.
Na synowskie dziury na kolanach zwykle stosuję artystycznie powyginane ciuchcie i autka.
Artystycznie, znaczy - nogawki są zwykle węższe niż ramię mojej maszyny i muszę kombinować jak klacz pod górę, a i tak się zawsze gdzieś przesunie ;)
Zdjęcia z pierwszych prób - gdy stosowałam zygzak dość rzadki (obecnie oblatuję raczej gęstym haftem), na szczęście się nie strzępi :) Ważne, że nie trzeba wyrzucać ciuszka tylko dlatego, że wydaje się stale brudny...




Czy ktoś zna sposób na nawinięcie średnich szpulek? Moja maszyna nawija tylko te maleńkie do bębenka, a mam w posiadaniu cały karton takich szwalniczych - po 10-15, a może nawet 20 tys. metrów...




Ręczne przewijanie zajmuje dużo czasu i jest niewygodne. Chyba, że ktoś ma większą maszynę, z duzym odstępem wieszaczków od korpusu, to chętnie odsprzedam te nici :)

środa, 8 sierpnia 2012

Pokrowiec na sofę

Nasza sofka ma już swoje lata, beżowe obicie czasem zachlapane i zasiedziane przez koty z brudnymi łapkami ciężko dopierać i już wyglądało naprawdę staro. Obejrzałam ceny w sklepach i na Allegro - od 80 zł do 250...
Kupiłam więc za 3 zł w SH poszwę na kołdrę, rozcięłam ją z dwóch stron, by powstał wielki prostokąt, przyłożyłam do sofki, dopasowałam szerokość pasa obejmującego przód i plecy, z reszty wycięłam kształt boków i po prostu zszyłam.
Sofa jest profilowana i ma nieregularny  brzeg, z wszytą "ozdobną" grubą taśmą, więc nieco mi się marszczyło, ale efekt ogólny zadowalający.
Mam pokrowiec, który w każej chwili mogę zdjąć i wrzucić do pralki. Może jest mniej trwały niż alcantra i inne materiały obiciowe, ale tanio można wymienić na nowy i równie tanio zrobić inny, gdy wystrój sezonowy pokoju ulega zmianie ;)

Z poszwy zostały jeszcze skrawki, które wystarczyły na trzy poduszki na krzesła.



Jak na szyciowe początki, jestem z siebie dumna ;) Zwłaszcza, że nie muszę już ganiać kotów.