Po co kupować, jak można uruchomić własne ręce? Może będzie mniej doskonałe, ale zrobione z sercem...

piątek, 26 października 2012

Niespodzianka

Dostałam paczuszkę od Gazyni. Za złapanie licznika. A że zbiegło się to wtedy jakoś z moimi urodzinami, to potraktowałam to dodatkowo jako prezent.
Jestem taka uszczęśliwiona i zachwycona tym co dostałam, że muszę pozbierać myśli i zdecydować się, gdzie właściwie o tym napiszę :)))
I dorwać się do komputera z gniazdem pamięci (od aparatu).


_______________

Już. Dostałam takie oto słodkości:





I od razu przyznaję się, że jak mąż czekoladkami, jak dzieci guziczkami, tak ja zachwyciłam się tą okładką.
Bo o ile podpatruję od dawna Gazynię, powiększam jej zdjęcia, dochodzę co i jak, ucząc się posługiwać maszyną, to całkiem inne uczucie wreszcie mieć coś profesjonalnego na żywo, móc trzymać tuż przed nosem i dochodzić jak podkładać, jak prowadzić nitkę, jak dopasowywać jedno do drugiego...
Tylko ktoś, kto sam umie, albo choć - jak ja - próbuje coś robić samemu docenia do tego stopnia czyjąś staranność, a także rozumie ceny w sklepach hand-made...
Ja nie powiem - "ale się cenią!" Bo wiem, że to wymaga czasu, cierpliwości, wiedzy i wprawy, by stworzyć taką okładkę, kołderki, podkładki czy bieżniki jak u Gazyni, czy takie panienki i sówki z rękawiczek jak u Matyldy...


Gazyniu, dziękuję!

2 komentarze:

  1. Śliczności i smakowitości:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo się cieszę, że udało mi się sprawić Ci przyjemność:)))
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń