Po co kupować, jak można uruchomić własne ręce? Może będzie mniej doskonałe, ale zrobione z sercem...

sobota, 15 czerwca 2013

Tu na razie jest ściernisko - ale będzie... plac zabaw


Ostatnio wszysto co powstaje rozchodzi się zanim złapię aparat, poza tym więcej jest naszywania łatek na odwieczne dziury na kolanach, lecz robimy sobie powoli jeszcze coś.

Mianowicie recyklingowy placyk zabaw dla małolatów. Mamy taki kąt za śmietnikiem, mniej więcej 4 na 4m, gdzie liczne auta parkujące wokół budynku już nie wjadą. Zarośnięty był łąką podagrycznika - to ten taki chwast kłączowy, co jak już wlezie, to niesamowicie ciężko go wyplewić, bo odrasta z najmniejszego kawalątka liścia, łodygi lub korzenia. Wykarczowaliśmy go niemal w całości (choć odrasta paskudnik), usunęliśmy też stos gałęzi składowanych od dwóch lat.

Jako, że klienci poczty i przechodnie bardzo lubią wynosić i rozwalać co tylko zobaczą, łącznie z obitymi donicami i plastikowymi płotkami do kwiatów, placyk jest tworzony z rzeczy, których nie będzie nam bardzo żal.



Mamy więc:
  • piaskownicę ze starego tapczanu (pokrywę ukradli, pewnie na opał)
  • huśtawkę z opony
  • huśtawkę z patyka
  • drabinkę złożoną z przeciętej starej drabiny
  • stolik z karpy drzewa i kawałka płyty meblowej
  • ławeczka z dwóch pniaków brzozowych i starej półki
  • rampa do chodzenia, skakania i wyścigów autek ze starej dechy osb i słupa telefonicznego
  • siedziska z opon
  • krzesełko z dawnej huśtawki
  • płot z powiązanych ze sobą wiązek zeszłorocznych gałęzi - wyglada trochę jak słowiańskie grodzisko i osłania przed gapiami z ulicy
  • ognisko na dawnej studzience kanalizacyjnej

płotek od środka, rampa i ławeczka
od strony skalniaka sąsiadki



A taka łąka chwastów była wcześniej, prędzej czy później zza tego płotu znów przelezie...

Czeka jeszcze zjeżdżalnia, ale ona już kupna, plastikowa i kombinujemy jak ją zamocować, by nikt nie wyniósł.
A w planach szałas i huśtawka-koniki, czyli taka równoważnia. Z nią jednak mamy problem - kiedyś się kładło po prostu deskę na przewróconym pniaku i bujało, ale przy takiej różnicy wieku i wagi u naszych chłopaków, wolimy zrobić z mocowaniem, co wymaga jakieś rurki wpuszczonej (lub przytwierdzonej) w drąg równoważny i w podpórki boczne...

Gałęzie świerków osłaniają przed słońcem i częściowo deszczem. Z prawej strony (też nie widać) zmieściło się jeszcze kilka grządek z fasolką i pomidorami :))

Na jesieni przekopiemy wszystko i wszędzie bardzo porządnie, zalejemy jakimś chwastoksem, wyrównamy i zasiejemy trawę. W przyszłym roku może być już bardzo ładnie, ale i teraz przyjemnie wyjść z małolatami i one się bawią, a my możemy posiedzieć lub popielić, schrupać rzodkiewkę...


Kosztem była lina i kilkanaście gwoździ, a więc około 15 zł.